-Puk puk!-zapukałam do drzwi.
-Dzień dobry jest może Natalia w domu?-zapytałam mamę Natalii.
-Tak, proszę wejdź.
-Dziękuję.
Mama Natalii zaprowadziła mnie do pokoju Natalii.
-Cześć.-przywitałam się.
-O hej.-powiedziała znudzonym głosem.
-Chciałam cię mocno i szczerze przeprosić za tą moją głupotę.
-Na serio?-zapytała
-Tak. Jest mi strasznie głupio...
-No dobra skoro aż tak ci na tym zależy...
-Mocno i szczerze.-powiedziałam.
-To od czego zaczynamy? Chodź pójdziemy najpierw przeprosić resztę.
-Jasne.
Szłyśmy kilka minut.
-Ooo. Hej Roksi.-Przywitali się.
Spojrzałam na Wojtka ten się do mnie uśmiechną.
-Hej Roksi, już myślałem że się nie zobaczymy.
-Ja, tak samo.
-Wiesz ostatni wiele o tobie myślałem.
Zarumieniłam się.
-Ja tak samo.
-Czy wyszłabyś ze mną na kolację jutro?
-Muszę się zastanowić.
Gdy powiedziałam o tym Natalii ta zaczęła piszczeć.
-Idziesz.
-Ja nie wiem tego.
-Ale ja wiem że idziesz nie ma chleba.
-A..
-Ok?
-Nom... Dobra pójdę.
Zadzwoniłam do Wojtka...
-Hej.
-Hej. Już myślałem że nie zadzwonisz. I jak tam już podjęłaś decyzję.
-Tak, pójdę z tobą na kolację.
-Super. To do jutra. Pa.
-No to pa.
Następny dzień Sobota
Przyszło do mnie Natalia o 11.00.
-Hej, idziemy na zakupy.
-Po co?
-Po suknię dla ciebie na randkę.
-To nie randka.
-Yhh... Ok, niech ci będzie.
Poszłyśmy do centrum. Kupiłyśmy czerwoną suknię wieczorową:
Była śliczna.
Dzień kolacji
Natalia mi wszystko spakowała, do torebeczki.
W restauracji.
-Ślicznie wyglądasz- skomplementował mnie Wojtek.
-Ty również.
-Roksano czy chcesz być moją dziewczyną?
-Tak.
Poszliśmy do niego do domu. Okazało się że nikogo tam nie było.
Narozrabialiśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz